Zakupy w USA. Kosmetyki. Codzienna pielęgnacja

Jeśli czytaliście wpis Kocham, lubię, nienawidzę w USA (TU)  to wiecie, że Stany są dla mnie zakupowym rajem. Nie tylko jednak z tego względu, że nietrafiony zakup można bez większego problemu zwrócić, ale dlatego, że mam tu dostęp do produktów i marek, które w Polsce były dla mnie nieosiągalne. Cześć marek w ogóle nie można było kupić ani w sklepach stacjonarnych, ani online. Te, które można było otrzymać były, w moim przekonaniu, zbyt drogie, aby zaryzykować zakup. Uzyskać próbkę kosmetyku w celu przetestowania w polskich drogeriach graniczy z cudem, zwrot już otwartego opakowania jest niemożliwy. Moja kosmetyczka składała się więc z żelu do mycia buzi, maseczki z zielonej glinki i kremu nawilżającego, którego nie używałam. No cóż, smuteczek.

Po przyjeździe do Stanów stwierdziłam, że chociażby z racji przekroczonego, magicznego wieku 30. lat, trzeba wziąć się za siebie. Nie ukrywam, że dodatkową mobilizacją były dla mnie problemy skórne. Zmiana klimatu i inna woda nie wpłynęły korzystnie na moją cerę, potrzebowałam misji ratunkowej. Po pierwsze solidnego nawilżenia, a po drugie oczyszczenia.

Podczas szukania pomocy dla mojej skóry natrafiłam na opisy metodologi 7 SKIN. W wielkim skrócie polega ona na tym, aby po oczyszczeniu skóry nałożyć na twarz od 3 do 7 warstw toniku lub esencji. Metoda pochodzi z Korei, jej głównym celem jest nawilżenie, dzięki któremu pozbywamy się też innych problemów ze skórą. Codzienna pielęgnacja wygląda następująco:

  1. Demakijaż
  2. Oczyszczanie
  3. Nakładanie toniku i esencji
  4. Zastosowanie serum
  5. Nałożenie odpowiedniego kremu

Sporo kroków prawda? Komu by się chciało, szczególnie jeśli do tej pory szybko myło się twarz, czym popadnie, oby szybciej. Tonik był dla mnie zawsze zbędnym produktem, nie rozumiałam, po co się go kupuje i do tej pory przygody z tą substancją były niemiłym doświadczeniem. Po wdrożeniu się  w temat 7 SKIN odkryłam, co robiłam źle.

Ale do brzegu. Dzięki całkowitej zmianie pielęgnacji mojej skóry miałam okazję odkryć kilka świetnych kosmetyków, które chciałabym wam dziś polecić. Cześć z nich kupicie w Polsce, o resztę proście ciocię z Ameryki 😉

Demakijaż

Słyszeliście kiedyś o tym, że łuszcz zmywa tłuszcz? Wiele dziewczyn zaczęło zatem zmywać twarz olejami, nawet zwykłą oliwą z oliwek. Nawet spróbowałam, ale nie byłam do tego przekonana, ponieważ olej ciężko było mi potem zetrzeć z twarzy, a oczy zachodziły mgłą. Pewnego dnia przeczytałam o gotowych koreańskich balsamach do oczyszczania, stwierdziłam, że zaryzykuję, kupiłam Banile i zakochałam się.

Demakijaż wykonuję zatem produktem Clean It Zero Banila. Co prawda nie jest to marka amerykańska i możecie ją też kupić w Polsce, ale zasługuje, aby pojawić się w tym zestawieniu, ponieważ dopiero tu odkryłam to cudo.

Koszt zakupu w USA $17 dolarów, w Polsce ceny zaczynają się od 70 złotych. Produkt ma 100 ml, ale wystarcza na bardzo długo. Swoją Banilę mam już od 2 miesięcy i zostało mi jeszcze ponad 50% opakowania. Należy nałożyć na dłoń porcję wielkości orzecha włoskiego i zacząć masować twarz. Po chwili wygląda się jak panda i o to chodzi. Następnie warto przetrzeć twarz zmoczonym w ciepłej wodzie ręczniczkiem lub specjalną rękawiczką do mycia twarzy.

Oczyszczanie

Po pozbyciu się makijażu myję twarz delikatnym żelem. Nawet jeśli posiadacie cerę trądzikową, kupcie delikatny żel lub piankę do mycia buzi. Żele do skóry trądzikowej mogą zbyt wysuszyć skórę, a to doprowadza do większego wydzielania sebum, pory się wówczas zapychają i mamy błędne koło. W Stanach odkryłam markę Say Yes To. Cudowną linię naturalnych kosmetyków, które jedyne co potrafią to robić twojej skórze dobrze. Obecnie używam serii z ogórkiem, ale następnym razem zamówię bawełnę i grejpfruta. Tubka żelu to $9.99. Dla 95% naturalnych składników warto. Niestety produkt nie jest dostępny w Polsce. Kupcie koniecznie na wakacjach.

Tonik i esencja

Tu zaczyna się cała zabawa. Na szczęście jestem posiadaczką cery mieszanej, zatem wystarczą mi 4 aplikacje. Tonik powinien być z jak najmniejszą ilością składników, najlepiej jeśli będą naturalne i dopasowane do posiadanej cery. Mi świetnie się sprawdziła woda różana marki Herbal Dynamics Beauty. Proste opakowania i składy to ich element wyróżniający. Jest to marka, na którą warto zwrócić uwagę jeśli planujecie zakupy kosmetyczne w USA. Do mojego toniku dołączy wkrótce serum z kwasem hialuronowym oraz krem na bazie witaminy C.

Oprócz toniku można położyć na twarz esencję. Posiada mniejsze cząsteczki niż serum i dzięki temu głębiej wniknie w skórę. Na zdjęciu zobaczycie esencję ze ślimaka i jadu pszczoły. Wydzielina ze ślimaka wspiera naturalną regenerację skóry, a jad pszczeli ma właściwości przeciwzapalne, antybakteryjne i przeciwwirusowe. Polecam serdecznie markę Benton.

Krem i serum

Burt’s Bees to marka, która podbiła moje serce. Założona w 1984 roku od początku stawiała na naturalne składniki. Podbiła serca wielu konsumentów, zaczynając od produkcji świec i balsamów do ust. Dziś ma w swojej ofercie kosmetyki pielęgnacyjne i kolorowe. Nie trzeba jechać, aż do USA, aby nabyć ich produkty, chociaż tu będą najtańszej. Burst’s Bees od 1999 roku jest marką globalną i sprzedaje swoje produkty między innymi w UK. Jest zatem szansa, że możecie je zamówić na angielskim Amazonie 😉

Burta stosuje zamiennie z kremem Kores, który bez problemu znajdziecie na polskich półkach w drogeriach. Niestety nie należy do najtańszych, ale warto w niego zainwestować, bo świetnie nawilża i nadaje się pod makijaż.

Zanim jednak nałożycie jakikolwiek krem, warto sięgnąć po serum. Tanie i dobre produkty made in USA oferuje marka Eve Naturals. Mała rodzinna firma, ponownie naturalne składniki, proste składy i najważniejsze — super efekty na skórze.

The Ordinary najlepsze produkty, jakie można kupić za grosze, biorąc pod uwagę ich działanie. Kto o nich jeszcze nie słyszał, niech żałuje. Popyt na te kosmetyki jest ogromny. Na moje zamówienie czekałam dwa tygodnie. Nic dziwnego. Prosty do bólu skład, bardzo wysokie stężenia składników aktywnych i niska cena. Produkty można zamówić online i trochę na nie poczekać, ale na prawdę warto.

Na koniec nie zapominajmy o kremie pod oczy. U mnie Mizon ze ślimaczkiem. Nawilża, regeneruje i wygładza zmarszczki. Po 3 tygodniach znacznie poprawiła mi się skóra na powiekach. Ciekawa jestem dalszych spektakularnych efektów.

Po miesiącu stosowania kuracji nadal borykam się z kilkoma problemami. Wkrótce zamierzam wprowadzić kilka dodatkowych ampułek Ordinary, w celu lepszego oczyszczenia skóry. Obecnie jest ona cudownie nawilżona więc mogę sobie pozwolić na kilka mocniejszych oczyszczaczy. Mam nadzieję, że wymienione marki, już wkrótce, będą bez problemu dostępne również w Polsce, w rozsądnej cenie. Tymczasem jeśli będziecie mieli okazję być w Stanach lub macie tu bliskich, którzy wysyłają wam paczki, poproście o te wspaniałości, a nie pożałujecie.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *